Kurs Liturgiczny dla fotografów Warszawa

10 Mar 2016LIFE

Idąc na kurs liturgiczny, zakładałem, że jedyne co będzie nam wtłaczane do głów, to to, że w kościele jesteśmy złem koniecznym- którego być nie powinno.

Na kurs liturgiczny dla fotografów- organizowany przez Diecezje Warszawską, wybierałem się już w zeszłym roku. Tak się wybierałem, że dwukrotnie przespałem daty zapisów i same kursy. Nie podchodziłem do tego na poważnie, traktowałem do bardziej jako ciekawostkę i ewentualnie przydatne „coś” na przyszłość- gdybym przypadkiem zaczął fotografować śluby. Zupełnie przypadkiem, pod koniec poprzedniego sezonu ślubnego zrobiłem kilka ślubów. Wtedy pomyślałem sobie: Kurcze, jakie to jest fajne! Jak mnie to kręci! Chciałbym zostać fotografem ślubnym! Śluby o których wspomniałem- zrobiłem, zdjęcia- oddałem, a klienci? Tak prawdę mówiąc, to znajomi- bardzo zadowoleni. Ot co, cała moja historia jak w ciągu miesiąca zostałem fotografem ślubnym.

W tym roku z kursem było bardzo podobnie. Odwiedziłem stronę PWTW (Oficjalna strona: Kurs Liturgiczny w zakresie fotografowania i filmowania w czasie uroczystości religijnych) jakoś na początku stycznia. Patrzę, czytam, jest ogłoszenie, że w marcu rusza kurs. Myślę sobie: Jeszcze dużo czasu. Nie chce mi się teraz drukować tych podań, zrobię to później. Mijały tygodnie, ja wciąż fotografowałem coraz to nowsze zlecenia, więc nie miałem głowy do formalności związanych z kursem. Tydzień przed pierwszym dniem zajęć, na pewnej grupie fotograficznej ktoś dodał zapytanie o datę kursu w Warszawie. Zapaliła mi się czerwona lampka i stwierdziłem, że jeżeli nadal będę zwlekał ze złożeniem podań, to skończę tak jak w ubiegłym roku.  Zmotywowało mnie to i znalazłem 10 minut wolnego na dopełnienie formalności.

Dzień pierwszy

Ile tam było ludzi. Nie sądziłem, że kurs liturgiczny na fotografa może ściągnąć takie tłumy! Idąc na pierwszy dzień wykładu, wydawało mi się, że będzie nas grupka 10-20 osób max! Okazało się, że jest 10 razy tyle- na kurs przyjechała setka osób z całego województwa mazowieckiego. Kurs do najtańszych nie należy, za 5 godzin wykładu, książeczkę-instrukcje oraz plastikową legitymacje musiałem zapłacić 200 złotych z góry.

Na kursie nie spodziewałem się niczego ciekawego, no bo co ksiądz może wiedzieć na temat fotografowania czy filmowania? Trochę mnie zdziwiło, że osoba duchowna prowadzi tego typu wykłady i przygotowuje nas- w pewnym sensie, do pracy w miejscu sakralnym. Zakładałem, że jedyne co będzie nam wtłaczane do głów, to to, że jesteśmy złem koniecznym- którego być nie powinno.

Zarówno pierwszy, jak i drugi dzień, wykłady prowadził ks. dr Piotr Waleńdzik- proboszcz parafii Wszystkich Świętych w Warszawie. Przyznam, że początkowo dość sceptycznie podchodziłem do jego osoby. Nawet bardzo sceptycznie, ponieważ pierwsze 1,5h zajęć postanowiłem przespać i nie wynika to z mojej arogancji czy niewychowania, lecz ze zmęczenia tematami o których słyszałem codziennie przez ostatnie 5 lat studiów. Ksiądz przez pierwszą połowę zajęć skupił się na opowiadaniu fotografom i operatorom, o sacrum w kościele. Taka tam, bardzo przyśpieszona lekcja liturgiki dla opornych. Skoro przychodzi się do czyjegoś domu/miejsca, wypadałoby wiedzieć w co Ci ludzie wierzą i czemu/komu oddają cześć i chwałę.

Druga część zajęć poszła już o wiele sprawniej i ciekawiej. Ksiądz okazał się człowiekiem obeznanym z nowymi technologiami i widać, że dobrze przygotował się do tego wykładu. Otrzymaliśmy cenne uwagi dotyczące tego, kiedy należy i można fotografować, a kiedy powinno się raczej wstrzymać z naciskaniem spustu migawki. Padły również podpowiedzi w jakich miejscach należy się ustawić, aby mieć fajnie uchwycone momenty liturgii. Coś jakby ksiądz wcielił się w fotografa i mówił nam gdzie trzeba stanąć żeby nie było fuckupu.

Dzień drugi

Kolejny wykład zaczęliśmy od powtórzenia zagadnień omawianych dzień wcześniej. Następnie omawiana była (znowu) Komunia święta, Sakrament małżeństwa oraz Pogrzeb. Co prawda, zdażyło mi się fotografować zmarłych, jednak nieboszczyków w trumnie- nigdy. To musi być bardzo ciężka sztuka, wykonać dobry fotoreportaż z pogrzebu, starając się jednocześnie nie przekroczyć pewnej niewidzialnej granicy o nazwie: moralność i poszanowanie.

Głównym wątkiem który przewijał się w drugim dniu była niewidzialność. Prowadzący wielokrotnie powtarzał, że musimy być niewidzialni/niewidoczni, starać się nie zwracać na siebie uwagi. Odebrałem to jako sugestię: siedźcie w jednym miejscu z zapiętym tele na body i fotografujcie.

Ostatecznie, przyszedł czas na odebranie upragnionych legitymacji. Diecezja Warszawska postarała się i wydrukowała je na eleganckich, twardych, plastikowych kartach- jak te które na codzień nosimy w portfelu. Podoba mi się to rozwiązanie, nie będzie trzeba się martwić, że legitymacja zamoknie, pognie się, czy z niszczy w inny sposób.

Podsumowanie: Kurs Liturgiczny

Krótko i na temat. Kurs kosztował mnie 200 złotych i kilka godzin mojego życia. Z racji tego, że fotografuje w mojej parafii od 2 lat, na kursie nie dowiedziałem się niczego o czym bym nie wiedział do tej pory.

Jedyne profity jaki dał mi ten kurs, to:

  1. Możliwość napisania tekstu który właśnie kończycie czytać
  2. Zabezpieczenia- w postaci legitymacji, przed księżmi- służbistami. (Którzy zdarzają się raz na jakiś czas, więc lepiej być zabezpieczonym)

Niemniej jednak, kurs oceniam pozytywnie. Fajnie posłuchać osobę która rzeczowo przygotowała się do jego prowadzenia i mówi z sensem.

Więc teraz już mogę oficjalnie się pochwalić: JESTEM LICENCJONOWANYM FOTOGRAFEM KURII WARSZAWSKIEJ. HURRA.

Zobacz także:

Fotograf-fotografowi-fotografem! Fotograf to taka osoba która nie lubi i nie chce być fotografowana. Chyba, że ze swoim sprzętem... Zmieniliśmy siedzibę naszego biura i głównodowodzący Tomek zażyczył sobie, żebyśmy się sfotografowali. Podobierał nas w pary i kazał przynieść po 1 zdjęciu które zostanie wydrukowane i powieszone w ...
Trudny kościół? W fotografii musisz mieć dobry sprzęt i być dobrym cudotwórcą, inaczej nigdy nie będziesz dobrym fotografem. Klient płaci- klient wymaga. Klienta nie interesuje to jakie są warunki atmosferyczne, w jaki sposób dostaniesz się na miejsce zlecenia, jakie jest światło w kościele i czy nie przeszkadza...
Jedna puszka i jeden obiektyw Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pomysł, aby przeprowadzić pewien eksperyment fotograficzny. Ciepłe, sierpniowe wieczory same wypychają człowieka z mieszkania i mówią do ucha: weź aparat (i dziewczynę), idźcie sobie razem na spacer! Tak właśnie było w tym przypadku, zebraliśmy się w sobie i poje...
IX Katyński Marsz Cieni Marsz Cieni w Warszawie, to wydarzenie które zostało zorganizowane już IX raz w Warszawie. Ja jednak trafiłem na nie, przez zupełny przypadek. To miał być kolejny, niedzielny, wspólny spacer z Wiktorią. Wysiadając z Metra Uniwersytet, spostrzegliśmy tłum ludzi idących Nowym Światem. Początkowo ...

Łukasz Kłosiński

Cześć! Witam Cię drogi czytelniku na na moim blogu. Wszystkie teksty które tu przeczytasz poświęcone są mojej pracy- która z kolei jest częścią mojego życia. Jako profesjonalny fotograf postaram się przybliżyć Ci moje codzienne zmagania, przygody, doświadczenia! Enjoy!

4 komentarze

  1. Łukasz

    Łukaszu, a co jest z drugiej strony tego pozwolenia? Wrzucisz zdjęcie? bo jestem mega ciekawe, bo widzę, że wszędzie te legitymacje wyglądają inaczej, a czas przydatności jest widzę od roku, a po wieki 😛

    Odpowiedz
    • Łukasz Kłosiński

      W przypadku kursów organizowanych przez Archidiecezję Warszawską- bezterminowo 🙂

      Odpowiedz
  2. Paweł Pilzak

    Witam, mam pytanie odnośnie jak zmotywował Pan swoją prośbę o przyjęcie na kurs liturgiczny?? Bardzo proszę o odpowiedź i pozdrawiam

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *