Wadi Rum – Jeep’em przez pustynię

21 mar 2020PODRÓŻE

Wadi Rum:  Post ten jest kontynuacją cyklu postów i mojej podróży po Jordanii, tak więc jeżeli trafiłeś tu pierwszy raz, to wskocz do pierwszego postu -> Jordania – pierwszy dzień w dzikim kraju

Wadi Rum

Dzień drugi był równie ciekawy co pierwszy, jednak pobudka nie należała do zbyt przyjemnych. Nocna temperatura poza naszym nieogrzewanym beduińskim namiotem wynosiła tylko kilka stopni Celsjusza! Całą noc spaliśmy w czapkach, po nosy przykryci kołdrą, dwoma mega ciężkimi i grubymi kocami pod którymi o dziwo- było całkiem ciepło!

Szybko zjedliśmy ich tradycyjne śniadanie, spakowaliśmy się, wrzuciliśmy walizki do naszego Jeepa i zanim się obejrzeliśmy, pędziliśmy po pustyni przed siebie. My na pace Jeep’a, a nasz kierowca wewnątrz. Przez jakieś 5-6h jeździliśmy z nim po pustyni i pokazywał nam niesamowite miejsca. Szczerze, to dla mnie po pewnym czasie krajobraz był wciąż ten sam, zmieniał się tylko kolor piasku i wysokość skał. Niemniej jednak fajnie było, powstało wiele przepięknych fotografii które wrzucam Wam niżej!

Zjeżdżałem na snowboardzie z potężnej, piaskowej góry, mówią na to sunboarcing, jednak nie było to nic ciekawego. Zdecydowanie wolę na śniegu- raz, że łatwiej, a dwa- ma się większą kontrolę nad deską.

Rodzinni jak muzułmanie?

Spędzając 24h wśród Beduinów na pustyni, zauważyłem sporo różnic między nami- „nowoczesnymi” europejczykami, a nimi- „zacofanymi” arabami z bliskiego wschodu. Nie są to tylko kwestie związane z językiem, odcieniem skóry, czy wyznawaną wiarą. Jedną z najważniejszych różnic jest fakt, że my jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, natomiast oni- stawiają na rodzinę. Nie mają jakiś wyszukanych oczekiwań od życia, jak powiedział mi Muhhamed, najważniejsze są więzi rodzinne i to aby wzajemnie się szanować i żyć w pokoju, a pieniądze potrzebne tylko do zaspokojenia podstawowych potrzeb- opłata prądu, wody, żywności i ubrań.

Apropo więzi rodzinnych, to siedząc na plaży w Aqabie razem z Sen o Victorii Fotografia obserwowaliśmy ludzi- tak, jak to mamy w zwyczaju, w pewnym momencie przyszła muzułmanka z 5tką swoich dzieci. Co ciekawe, kobieta nie zajmowała się nimi, to oni sami zajmowali się sobą wzajemnie- dwie starsze córki zajmowały się trójką młodszego rodzeństwa.

Wadi Rum – Wadi musa- autem po Jordanii

Nie pisałem nic w poprzednim wpisie o jeździe, więc popełnię teraz kilka zdań. Otóż, jazdę po krajach arabskich mogę wpisać sobie do zainteresowań, a jednocześnie CV- gdybym kiedyś przeniósł się do jednego z nich! Wracając do Polski po tego typu podróżach, zawsze mam problem z aklimatyzacją- zaliczają się do tego m.in: jazda bez kierunkowskazów, co chwila naciskanie klaksonu i popędzanie innych kierowców, a także zajeżdżanie drogi- SORKI!

Mam wrażenie, że u nas w PL mamy straszną spine na drodze, nie potrafimy szanować innych za kierownicami, a jak ktoś na nas zatrąbi to już w ogóle wkurwienie poziom MAX!

Lubię jeździć po krajach arabskich, odnajduję się tam całkowicie! Kto pierwszy ten lepszy, kto zwinniejszy- ten jedzie, kto gapa- ten stoi, a no i najważniejsze- kto większy- ten zawsze ma pierwszeństwo! Wiktoria zawsze się śmieje, że mnie podziwia i dziwi jednocześnie, jak ja odnajduje się w tych warunkach, a tu nie ma tak naprawdę nic skomplikowanego, gaz, klakson, uśmiech i do przodu!

Patrzcie na znaki, które znajdują się przy drodze, pomimo tego, że opisy są po arabsku, to jednak znaki mają takie jak nasze i jeżeli widzę, że jest symbol garbu na znaku, to wypatruję garbu nawet jadąc po autostradzie.

Droga do Wadi Musa minęła nam, a w zasadzie to mi- bo Wiktoria większość przespała, bardzo przyjemnie. Kilka godzin za kierownicą podziwiając w niektórych mniejszych miejscowościach bród i ubóstwo.

Zmiana planów- śpimy w hotelu

Pamiętacie, jak opowiadałem Wam w pierwszym wpisie, że całkowicie powierzyłem bookowanie hoteli Wiktorii? Jedząc obiad w jednej z lepszych knajp wg. Tripadvisora w Wadi Musa postanowiliśmy, ze olewamy kolejne noclegi, blokujemy kartę na bookingu i szukamy noclegów na bieżąco, bo nie wiadomo gdzie i kiedy będziemy. Nie chcieliśmy spać drugiego dnia z rzędu w obozowisku beduińskim, byliśmy brudni, zmęczeni i chcieliśmy wyspać się w normalnych warunkach. Wiktoria mnie poprosiła abym ja wybrał coś sensownego w okolicy. Okej, Booking.com->Wadi Musa, sortuj wg. najpopularniejsze i w ciągu 1 minuty miałem zarezerwowany hotel.

Wydaje mi się, że obraziłem managera hotelu po przyjeździe na miejsce. Wszystko przez to, że chwilę wcześniej byliśmy na obiedzie i odmówiliśmy powitalnej herbaty przy zameldowaniu. Pamiętajcie- herbata u nich jest jak obiad u babci, można odmówić, ale potem może być niezły przypał. W zamian za to otrzymaliśmy cały, duży talerz owoców do pokoju- co było bardzo miłe z ich strony i szanuję mocno. Ciepło w pokoju, wygodne łóżko, gorąca woda pod prysznicem i głos muezzina nawołującego do modlitwy, nic więcej mi nie potrzeba, czuje się jak król!

Podsumowując:

Piękny to był dzień, nie zapomnę go nigdy! 😁😁😁
– Pierwszy raz spałem w namiocie, w wiosce beduińskiej na pustyni.
– Pierwszy raz leżałem i patrzyłem się na taką ilość gwiazd, jakiej nigdy w życiu nie widziałem.
– Pierwszy raz zjeżdżałem na snowboardzie z dużej góry piasku pustynnego.
– Pierwszy raz piłem herbatę w namiocie beduińskim na pustyni.

Wadirum Quiet Village Camp Wadirum Quiet Village Camp

Wadi Rum   

Łukasz Kłosiński

Cześć! Witam Cię drogi czytelniku na na moim blogu. Wszystkie teksty które tu przeczytasz poświęcone są mojej pracy- która z kolei jest częścią mojego życia. Jako profesjonalny fotograf postaram się przybliżyć Ci moje codzienne zmagania, przygody, doświadczenia! Enjoy!

1 komentarz

  1. SercemWidziane

    Piękne zdjęcia, piękne kadry, piękne miejsca, a teraz pandemia :/ do zobaczenia w lepszych czasach, jeśli wrócą, Pozdrawiamy gorąco 😉

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *